SEPLTURA NA ŻYWO

Strasznie chciałem zobaczyć Sepulturę na żywo. Do Polski coś od 1996 roku nie przyjeżdżali, dlatego strasznie się podjarałem gdy dowiedziałem się, ze 16 sierpnia 2002 zagrają na Trutnov Open Air w Czechach. Cały ten Trutnov to blisko granicy jest, to pomyślałem sobie, że muszę się tam wybrać koniecznie. Oprócz Sepultury miało grać jeszcze chyba z 3198389 zespołów, z których znany to jest chyba tylko Sick Of It All. Na Czechofest pojechałem razem z kumplem, Cangaceiro od www.soulflyforever.prv.pl, mogłem się zabrać samochodem. Nie chce mi się tłumaczyć co i jak, poza tym i tak nikogo to nie obchodzi, ale musiałem podążyć taką okrężną drogą i do przebycia miałem niecałe 600 kilometrów w jedną stronę...
W Trutnovie byliśmy gdzieś o 4 rano. Tak myśleliśmy, że Sepultura to wystąpi gdzieś o 21:00, a my wejdziemy tam pierwsi i się pod barierki władujemy i będziemy czekać. Po krótkim przekimaniu o 6 z rana ustawilismy się pod kasą. Mieli ją otworzyć o 9. Minęła 9 godzina, a tu nic, minęła 10, a biletów wciąż nie mamy. Na szczęście udało je się kupić od kogo innego. Wpuszczać mieli od 12 godziny, ustawiliśmy się odpowiednio wcześniej. Staliśmy jak te cymbały w deszczu, żeby tylko wejść jako pierwsi i od razu jazda dobre miejsca zajmować. Ludzi zaczęli wpuszczać godzinę później niż mieli. Udało się, weszliśmy jako pierwsi i poszliśmy przed scenę. Tak mieliśmy tam stać i czekać kilka godzin, żeby mieć dobre miejsca na Sepie. Jednak okazało się, że grają dopiero o 1:30... Poszliśmy gdzieś się pokręcić, wszędzie błoto po tym deszczu, wyszło takie chamskie słońce, ani usiąść w cieniu w błocie, ani nic. Nudy, nudy i męczarnia. Przed Sepulturą miało grać Sick Of It All. Postanowiliśmy, że już przed Sick Of It All wbijemy się pod barierki. Najchętniej to byśmy się jeszcze do nich przykuli, żeby nikt nas nie ruszył stamtąd, ale nie było czym...
Jacyś techniczni stroili instrumenty Sickom, nic się nie działo, kiedy nagle nie dostrzegłem Pauloooo!! Stał sobie przy wyjściu muzyków. No i nic, i tylko sobie stał. Ale i tak się podjarałem, że nie wiem. Potem jak już Sick Of It All grali to przy wyjściu dla grajków stali sobie jeszcze Andreas i Derrick. Sepulturowcy bez Igora obserwowali koncert. I tak chamsko to musiało wyglądać, tu grają hardkory, a my się patrzymy w inną stronę, na tych co stoją i nic nie robią, hehe. Na tym występie doszło do małej szarpaniny jednego z fanów z ochroniarzami. Przeskoczył barierkę i próbował wbić się na scenę. W ruch poszły pięści, ale gość się uspokoił w końcu. Gdy SOIA zeszli ze sceny przy wyjściu pojawił się Igor. Pojawił się jakby chciał być incognito, zakapturzony, zamyślony...
Między tymi dwoma występami miała być dość długa przerwa, konkretnie 45 minut. Przerwa na przygotowanie sceny. Sepultura miała przygotowaną swoją własną scenografię, przy występach innych zespołów widniało tylko logo Czechofestu na czarnym tle. No ale gwiazda festiwalu miała swoją, taką z Nation oczywiście. Techniczni zaczęli wynosić bębny, ustawiać coś, stroić instrumenty, próby jakieś odstawiać. Szybko sobie z tym poradzili, bowiem już gdzieś po 25 minutach światła zgasły, a scena pokryła się dymem. Widać było sylwetki muzyków poruszające się w tym dymie. Z głośników leciało Valtio, które robi teraz za intro na ich koncertach. Byłem pewien, ze jak się skończy intro Derrick powie "Sepultura Do Brazil, um, dois, treis, quatro..." i zaczną grać Roots Bloody Roots. Bo tak już kilka razy słyszałem na różnych koncertówkach, dlatego nastawiałem się na takie piękne dla mnie rozpoczęcie. Valtio się skończyło, ja zacząłem się podniecać - teraaaaaz! jeeeee! Słychać było cztery lekkie uderzenia Igora w talerz i... totalne zaskoczenie! Światła rozbłysły, Derrick z gitarą, grają Troops Of Doom! Cos absolutnie niesamowitego, ogromna niespodzianka na początek. Od pierwszych minut rozpoczęło się wielkie szaleństwo. Następny kawałek - Slave New World. Wrzeszczałem tekst razem z Derrickiem, który zresztą okazał się bardzo w porządku gościem. Nigdy do nowego wokalisty nic nie miałem, ale teraz to strasznie gościa polubiłem. I chociaż przeciwnicy Greena będą się zapierać, że nieeee, że to że tamto, to sądzę, że po tym koncercie spokojnie by się do tego pana przekonali. Jest naprawdę niesamowity i jak to Cangaceiro stwierdził, ma dobrą aurę, lub coś w tym stylu. Trudno to opisać, ale po prostu robi bardzo, bardzo dobre wrażenie. Może po prostu w tych utworach zawarty jest przekaz podprogowy, a może naprawdę Derrick jakąś pozytywną energię wydziela. Uwierzcie, świetny gość. I jaki duży! Na zdjęciach tego nie widać aż tak bardzo, ale serio, Derrick to olbrzym! W barach ma chyba ze 150 kilometrów, wielkie łapy... oj, lepiej takiego nie złościć! Bardzo duuuuuuży człowiek. Szczególnie na Troops Of Doom było to widać, ta gitarka taka malutka się wydawała... Kolejnym utworem był oczekiwany przeze mnie bardzo Sepulnation. Super utwór, świetnie się wrzesczało jego słowa. Zaraz potem zaczęli Revolt, które szybko się zaczęło i równie szybko się skończyło. Później hałaśliwy początek i ryk publiczności - Propaganda! Następnie Who Must Die! Ale czad, z wypierdem takie! Brak słów żeby to opisać, ale jak ryczałem z Derrickiem - merdeeeeeeeeeeeeer to w ekstazie byłem. Huł łil pej de fajnel praaaaaajs!! Taki tekst nie odda tej atmosfery i tego co czułem. O żesz... Potem przyszła chwila na Choke. Andreas powiedział, że ekstra jest tu być i teraz mają dla nas coś z Against. This song is called... Choke! <-- wtedy z Cangą spojrzeliśmy się na siebie i uśmiechnęliśmy. Z początku numer mnie nie zachwycał, potem mi nie przeszkadzał już, a potem mi sie spodobał (mowa o tym albumowym). A teraz po koncercie to mi się podoba tak bardzooooo! O taaaaak! Świetne - jak nietrudno się domyśleć fani krzyczeli refren, a konkretnie trzy słowa, a jeszcze konkretniej jedno słowo tylko trzy razy. I tak machali przy tym rękami, o tak - czołk, czołk, o tak machali. Aaaaaale supeeeeeer! I co jeszcze - przed perkusją ustawione były takie dwa bębny. Się okazało, że to tylko na ten utwór. Jest w Choku takie zwolnienie i właśnie wtedy Derrick stanął za tym i zaczął grać. Fajne, fajne! Biotech następnie był (znów sobie zerkłem na ściągawkę) i tak fajnie przyrżnęli wtedy, bo to szybkie w końcu. W Biotechu wetknęli też w pewnym momencie kawałek covera Led Zepelin. Tak wcisnęli w środek utworu, chyba dla uspokojenia atmosfery. Następny utwór... cholera, jak tak patrzę na tą track listę to wszystko mi się przypomina, jak grali każdy z nich... Spit. Otóż przed koncertem moj kumpel żartował, że mógłby Derrickowi mikrofon wysiąść. Prorok jaki czy co! Derrick dwoił się i troił, a nic nie było słychać. Ale się nie załamał, uśmiechnął się tylko i dalej ryczał do zepsutego mikrofonu. Przez pewien czas był utwór instrumentalny. Ale wokalista się nie poddał, Paulo akurat gdzieś sobie poszedł to podlazł do mikrofonu basisty i zaczął tam śpiewać. Niestety Paulo miał dużo ciszej ustawiony mikrofon niż Derrick... To odszedł i próbował coś zdziałać ze swoim. Po chwili go włączyli i już razem z fanami mógł zaśpiewać refren. Po Spicie coś co pasowało mi do tego co się działo. We Who Are Not As Others. Derrick znów wziął gitarę, której zresztą potem używał Andreas, bo sobie zmienił. Ale jeszcze w tym Andreas miał taką gitarę z okładką Nation. Derrick śpiewa, a właściwie mówi we who are not as others.... i po chwili wiara ryczy to samo. Uuuuuuf!! Tak niesamowite, że oooo kurde brak mi słów. Soulflying w siódmym niebie, zespół daje czada, fani krzyczą. Następny utwór to przestałem skakać i kurcze prawie gęsiej skórki dostałem jak to zapowiedział. Bo to było Corrupted - nowy kawałek, którego jeszcze nie ma na żadnym albumie. Bardziej stałem i słuchałem uważnie z uśmiechem od ucha do ucha. He... Corrupted się skończyło, a Sepultura wzięła i zaserwowała małą zmyłkę. Poleciało z głośników intro do Beneath The Remains. Nie grali tego, tylko tak leciało. A ONIIII wzięli i zaczęli grać Inner Self! A potem Beneath The Remains! Taki czad, tak po połowie tych utworów zagrali. Następny to hicior, moze tylko dla mnie, ale hit. Against! Krótkie i szybkie i znów ładnie się krzyczało refren i nie tylko. Po chwili znów się uspokoiłem, bo znowu niespodzianka - Messiah. To jeden z kawałków co się znajdzie na nowym EP z coverami. Bardzo przyjemne takie. Kurde, jak to się skończyło to Derrick mówi, że teraz wszyscy mają to śpiewać. Myślę sobie - jeeeee Roots wreszcie, a tu Refuse/Resist, też kurde hit, przebój na lato, wiosnę, zimę i jesień. Ooooo... no co mam napisać... ze znów darłem japę jak szalony? No to darłem japę jak szalony! Coś piękneeeego. I Territory! Igor zaczął grać to na bębnach co się rozpoczyna a ja aż zaryczałem z zachwytu. Potem... potem Sepultura zeszła ze sceny. Ale wiedziałem, że to tylko zmyłka! Po chwili światła znów się zapaliły, a Derrick mówi - orajt orajt oraaaaajt i zapowiada Ariseeeee... Taaaaaaaaaki czzzzzaaaaad, szybkie, mocne, z wielkim kopem. Arise połączyli z Dead Embryonic Cells. I wtedy znów zeszli. I tak miałem nadzieję, że znów wrócą, bo tłum się domagał, ale już taki pewien nie byłem... ale wrócili i przemówił Andreas. I kurcze powiedział to co chciałem usłyszeć przez cały koncert i tak się podnieciłem po tym co powiedział i tak się miło zrobiło na duchu, tak wesoło... Powiedział, że dziękuje wszystkim za przybycie i to co Ich Trzech mówią - Kochamy Was! Z ta roznica, ze Ich Trzech mowi tak kazdemu chyba, a jakby publicznosc byla beznadziejnie nudna to Andreas raczej by tak nie pochwalal. A potem powiedzial wlasnie to co mnie tak ucieszylo- dziękuję ludziom, którzy przybyli z POLSKIIII. Przy czym nie powiedział Poland, tylko thank ju pepople who kejm from Polska. Wtedy z Cangą ryknęliśmy - jeeeeeeeeee. Aż ci co obok stali się na nas popatrzyli, haha, to ich zaskoczyliśmy. Myśleli, że to Czesi stoją a my ich w jajko zrobiliśmy. No, to Andreas podziękował ludziom co przyszli i do głosu doszedł Derrick. I wtedy myślałem że się posikam. To na co tyle czekałem - Sepultura Do Brazil!! Um dois treis quatro już krzyczałem z Derrickiem i już wtedy odlatywałem bo wiedziałem co się zaraz stanie. Gdy zaczęli grać Roots Bloody Roots to ryknąłem jakby mnie rozrywali, tylko, że to był krzyk radości. Canga potem powiedział, że wyglądałem jakbym miał zamiar wykitować ze szczęścia. Skakałem, darłem się, tylko tak mocno, że aż musiałem przystopować przez chwilę jak Derrick nie śpiewał. Oparłem się o barierkę i uffff ufffff uffff. Chwila odpoczynku, bo już nie mogłem dalej bo mi się słabo robiło, a mdleć to mi się nie uśmiechało. Ale po paru sekundach znów byłem w powietrzu. To się okazało już końcem koncertu. Piękne to wszystko było. Andreas krzyczał - piwooooooo! Znaczy tak po czesku, no i po polsku przy okazji. Igor wyszedł i rzucił swoje pałki. Rzucił i sobie poszedł i wrócił z całym zestawem pałek i wszystkie wyrzucił. Panowie podziękowali i zeszli ze sceny i już nie wrócili. Działo się sporo! Po koncercie taki morkry byłem jakby mnie ktoś z jeziora wyciągnął, autentycznie. I chociaż nie jestem stałym bywalcem koncertów i nie mam porównania, to jednak powiem, że to co zrobili było niesamowite i taki koncert to musiał się podobać. Nie wiem, po prostu się czuło tak ekstra, super atmosfera. . Derrick mówił, że jest niesamowicie, w pewnym momencie jak chciał ludzi znów pochwalić to po prostu zatkało GOOO... mówił coś i urwał w połowie i złapał się za głowę. Tak wiem, mógł udawać, ktoś mógł trafić Derricka kamieniem i dlatego się złapał swoją ogromną ręką za ogromny łeb... Ale myślę, że na serio wokaliście się po prostu podobało. I w ogóle jest super gość. Podlatywał do końca sceny, po środku był taki ten... taki wypierdek, że mogli muzycy wyjść kawałek dalej, bliżej fanów, ale to na samym środku. Tam widziałem, jak Green przybija piony. Do nas jak podleciał, w naszą stronę znaczy, to też tak widać było, że się cieszy z tego, że my się cieszymy. Te uśmiechnięte gęby muzyków to chyba nie chwilowy skurcz mięśni, albo udawanie, żeby lepiej się sprzedać. Naprawdę wyglądało na to, że dali z siebie wszystko. Zarówno zespół jak i fani. I wyglądało na to, że i jedni i drudzy byli zadowoleni. Kurczę, kontakt z publiką mieli po prostu wspaniały. Ekstra, ekstra, ekstra. Dodam jeszcze, że Andreas i Derrick to się nawet gapili na naaas... jeeeeee.... ekstra. I to nie była moja schizofrenia, bo se tak wymyśliłem, a patrzał się 100 metrów obok. Jedno ze zdjęć właśnie myślałem to będzie jak się Kisser gapi prosto w obiektyw, ale zdjęcia to potem. Bo raz to się patrzał jak se grał, a tak zacząłem skakać tak wysoko. W sumie nic takiego, ale tak to by nie miał pojęcia o moim istnieniu, a tak to przynajmniej przez dwie sekundy se pomyślał "takie małe a tak wysoko skacze... debil". No i fajnie.
Najwspanialsze było chyba to, że zespół był tak blisko... Przy czym nie chodzi mi tu o taką bliskość dosłowną, że Andreas na wyciągnięcie ręki, chociaż też. Całość wyglądało tak, jakby wszyscy znali się od 10 lat i rozumieli się bez słów, tak jak pisałem wcześniej, wspaniały kontakt z fanami. I niech mi teraz ktoś powie, że Sepultura bez Maxa jest słaba. Póki ten zespół potrafi dawać tyle radości swoimi albumami i takimi występami jak ten w Czechach, to nie widzę powodu, by się Sepultury czepiać. To był wielki dzień. Nie zapomnę go do końca życia. Najwspanialsze chwile w moim życiu, bez dwóch zdań.

i zdjęcia... ZDJĘCIA SĄ TUTAJ

Soulflying