SEPLTURA W POLSCE

Minęło jakieś 6,5 roku od ostatniego występu Sepultury w Polsce, aż tu nagle okazało się, że panowie wpadają na koncert do Warszawy. Była to pierwsza okazja dla polskich fanów żeby zobaczyć tą "nową" Sepę. Trochę dziwnym pomysłem wydało mi się zorganizowanie koncertu w Proximie, ale małe kluby mają swój urok...
Pod Proximą zjawiłem się gdzieś tak... 3 godziny przed koncertem... I opłaciło się - jakieś 30 minut później przez szybę garstka osób mogła obejrzeć sobie próbę zespołu. Garstka, a konkretne 6 osób. Zagrali kilka kawałków z nowej płyty, wszystkie Czarnecki wymiatał na gitarze. Pamiętam, że było Activist, The Rift i Leech - tych trzech na samym koncercie nie zagrali. W pewnym momencie przyszedł jakiś pan, otworzył drzwi, powiedział żeby zleźć na dół. A jakieś osiłki zaczęły nosić do Proximy różne beczki, skrzynie... Gdy nieśli taką skrzynię właśnie, Arcz rzekł - "o zobacz, obiad dla Derika". To sobie pożartowaliśmy jeszcze, ohahaha, że Derik na pewno będzie bilety sprawdzał i inne takie bardzo śmieszne rzeczy. Chwilę po 18 zaczęli wpuszczać. Właściwie to mogłem wnieść granat, nóż sprężynowy, pistolet, a może nawet jakieś materiały radioaktywne, ponieważ nikt jakoś nie chciał mnie sprawdzać. Aż tak źle wyglądam? Ale nie narzekam. W środku leżały różne naklejki, plakaty i tp. pierdoły, każdy mógl sobie tego wziąść ile chciał. Po zabraniu wszystkiego co było za darmo zajęliśmy miejsce przy barierkach. Rozpoczęło się oczekiwanie, które mijało nieco szybciej przy rozbrajających wręcz akcjach jakie odstawiał jeden z kumpli.
Miało się to wszystko zacząć o 19. Sepultura, Frontside i support niespodzianka. I zaczęło się właściwie bez opóźnienia. Niespodzianka była udana, ponieważ drugiego supportu nie było wcale, zaczęli od razu panowie z Frontside. Przyjęci zostali raczej ciepło, chociaż znalazło się kilka wyraźnie znudzonych osób. Po Frontside 30 minut czekania. Techniczni poustawiali mikrofony. Ten środkowy, oczywiście dla Derricka, był tak jakby troszeczkę wyżej niż te do których krzyczeć mieli Paulo i Andreas. Ale Paulo i Andreas mają nieco mniej niż dwa metry wzrostu. Jacyś panowie poprzyklejali track listy, gary sprawdzała jakaś podróba Igora ;) W każdym razie tak z daleka to całkiem podobny do Igora gość. No i tak się czekało, czekało, aż...
Scena pokryła się dymem, na malutkiej scenie w ciemnościach widać było jak panowie zajmują swoje miejsca. Poleciało intro z Roorback i... stała się jasność - CORRUPTED! Na tak małej scenie doskonale widać było wszystkich. Derrick ten numer grał na gitarze, jak wszystkie z nowej płyty na koncercie (oprócz Come Back Alive), a było ich 5. Miał na sobie koszulkę Polski, ale wyglądał dużo lepiej niż Olisadebe. Przede wszystkim ten drugi nie biega po boisku z gitarą, no ale mniejsza z tym. Andreas stał cholernie blisko, był niemal na wyciągnięcie rency, spoglądał się na fanów wykrzykując z nimi tekst utworu, raz na jakiś czas przybijał piony. W ogóle kontakt z publicznośćią od samego początku był rewelacyjny. A publiczności tej nie było za dużo - może z 700 osób (ostatnio grali w Spodku dla chyba 10000). "Polskaaaaa!" - po pierwszym kawałku ryknął Andreas. Potem już było to co mówił Max na Soulflaju, czyli "dziekuje Polska". Derrick z uśmiechem również przybijał piony fanom, chyba go polubili. Po drugim lub trzecim kawałku na scenę wszedł wokalista Frontside z kolejnym tiszertem Polski, którego dał Igorowi. A ten powiesił go sobie na zestawie. Niestety, nie pamiętam kolejności utworów. Ale rozrzut był niezły, od Morbid Visions do Roorback. Między kawałkami Derrick rzucał czasem kilka słów do publiczności, którą miał okazję widzieć po raz pierwszy - "you rule", ale naprawdę nie brzmiało to tak na siłę. Ostatecznie mogło mu się podobać. Były numery z Chaosa - Slave New World (jako drugi lub trzeci), Refuse/Resist. Podczas tego drugiego można było sobie pokrzyczeć ŁAAA na samym początku. No wiecie, ty tydydy - ŁAAA - ty tydydy - ŁAAA. Tak robią fani na całym świecie, nie mogliśmy być gorsi :) Po refrenie, przed solówką Kissera ogromny czarnoskóry pan w czerwonej koszulce krzyknął "Paulooooooooooooo!!!". I Paulo zagrał to, co na albumie grał Max, bo na koncertach Refuse wykonują na jedną gitarę. Dlatego taką lekką zmianę wprowadzili, ale to szczegół. Pamiętam, że w następnej kolejności było Territory, a Derrick podczas tego kawałka skakał niemal pod sam sufit. Było też Desperate Cry, które w połowie przeszło w Biotech Is Godzilla. Z kolei w środku Biotech jakaś półminutowa wolna wstawka - fragmencik Dazed And Confused zespołu Led Zeppelin. Publiczność między kolejnymi kawałkami krzyczała ile wlezie, skandowała "Sepultura". Attitude, tu też fani nie żałowali gardeł, szczególnie w tym momencie "can you take it". Ze starszych numerów poleciało Troops Of Doom (tu Derrick grał na gitarze), po intrze z Beneath The Remains usłyszeliśmy Inner Self przechodzące w środku w Beneath właśnie, połączone kawalki zagrano tak po połowie. Spojrzenie na publikę - uuuff ale ścisk. Ostro mnie zniosło na prawo i tak mniej więcej w środku koncertu wylądowałem z boku, przy kolumnach. I znosiło coraz bardziej, niemal do samej ściany. A tam w rogu był w miarę luz, a widoczność całkiem niezła. Chociaż luz to pojęcie względne, tu znaczy, że nikt nie walił po plerach i można było uniknąć starcia z czyimś glanem. Mimo, że ochroniarzy było tylko dwóch, to zupełnie starczyło, żeby nikt za bardzo nie szalał po drugiej stronie barierek. Ta scena jest naprawdę malutka, dlatego nie trzeba było ich więcej. Raz na jakiś czas jakiś surfujący przewalił się na drugą stronę, ale szybko go stamtąd wynosili. Wracając do utworów... Z Against tylko jeden - Choke, gdzie krzycząc Czołk Czołk Czołk unosili fani piąstki w górę. Nie tylko podczas tego kawałka zresztą, ale nic to. Z Nation - Sepulnation. Jeśli chodzi o nowy album, to było tego nieco więcej, i Derrick za gitarę na nich chwytał jak wspomniałem. Oprócz Corrupted usłyszeliśmy Apes Of God, moje ulubione Mindwar, More Of The Same i Come Back Alive. Po tym ostatnim zespół zszedł ze sceny. Chwilę potrzymał ludzi w napięciu po czym ponownie zjawił się na scenie. Andreas zaczął sobie grać Symptom Of The Universe. Nie było to specjalnie dziwne z początku, bo czasem między kawałkami zagrał sobie coś ot tak. Ale po chwili Igor zaczął pod to bębnić, Paulo stał i się patrzył, uśmiechnął się i po chwili też do nich dołączył. Tym sposobem tak spontanicznie zagrali fragmencik coveru Black Sabbath. Co do coverów - były jeszcze dwa, oba z Revolusongs. Messiah (Derrick znów złapał za gitarę) i Bullet The Blue Sky. No, ale na sam koniec... "Sepultura Do Brasil, Um, Dois, Treis, Quatro!!" - Roots Bloody Roots! Rewelacja... Tym bardziej, że jak zeszli ze sceny, to pewnie tak z połowa osób mówiła, że "nie zagrali rutsów". A po Roots panowie znów wyciągali ręce do fanów, Igor rzucił pałki, Andreas uniósł w górę koszulkę od wokala Frontside, krzyknął także "dziekuje Polska, dobranoc!". Chwilę się pouśmiechali i zeszli ze sceny.
Wrażenie pozostawili świetne. Żadnego gwiazdorstwa z ich strony, chociaż płyt przecież nawydawali od cholery, nie raz grali dla kilkunastu tysięcy ludzi, nawet na Rock In Rio dla takieeeeego tłumu. Gdy Andreas podlatywał do fanów, wszyscy unosili łapki, skakali, krzyczeli, jeju no, wiem, ze to oczywiste, ale chodzi o to, że fani nie byli gdzieś tak z boku, że mogli poczuć się częścią tego wszystkiego. Bo jak to Derrick mówił "because you all are a part of Sepulnation". A po koncercie wyszli do fanów...
Potłuczona ta relacja, generalnie to mógłbym rzucać tytuł kawałka i pisać, że było rewelacyjnie, że fani bawili się świetnie a i muzycy na znudzonych nie wyglądali. Ale naprawdę było rewelacyjnie i zarówno fani jak i Sepultura mogą być zadowoleni! Derrick zaprezentował się bardzo dobrze, nie można powiedzieć na niego złego słowa. Koncert super!! Obyśmy nie musieli znów czekać niemal 7 lat na powrót...

Soulflying

A TUTAJ SĄ ZDJĘCIA!!