Krótko

Sepultura jest jednym z najbardziej znanych metalowych grup. Nazwę tę zna też wiele osób, którzy metalem nie interesują się za bardzo. Na pewno zespół ten zrobił wiele dla metalu, nie tylko death czy trash, ale metalu w ogóle. Stał się też dla niektórych młodych zespołów inspiracją, szczególnie jeżeli chodzi o albumy Chaos A.D. i Roots. Właśnie ten drugi uważany jest za jeden z najbardziej oryginalnych albumów. Zresztą według pewnych osób cała grupa jest bardzo oryginalna i niepowtarzalna. Do takich wyrazicieli poglądów i ja się zaliczam oczywiście. Ha, hasło "Sepultura" odszukałem nawet w jakiejś encyklopedii, i to nie muzycznej, tylko zwykłej, normalnej encyklopedii. I nie jest to takie oczywiste, bo zwykle w takich mądrych książkach o metalu nie piszą. Chyba, że zespół naprawdę jest wielki... Zachęcam do poczytania o losach grupy od początku aż do teraz. Wszystko to znajduje się poniżej.


Powstanie grupy

Sepultura została założona przez Maxa i Jego brata Igora w 1983 roku w brazylijskim mieście Belo Horizonte. Początkowo grali we trzech. Znaczy głowy za to nie dam, ale tak chyba było. Max, Igor i jakiś gość co się nazywał Wagner Lamounier. Igor dawał po garach, Max gitarował, a ten trzeci grał na basie i śpiewał. Tak tak psze państwa, okazuje się, że to nie Max był wokalistą. Potem skład się zmienił, ten basista-wokalista gdzieś sobie poszedł, doszło dwóch nowych. Paulo Junior doszedł w sierpniu 1983, Jairo T. doszedł nie wiem kiedy. Oprócz braci w skład weszli Jairo T. oraz Paulo Junior. Wszyscy czterej byli kumplami ze szkoły. Paulo basował, Jairo to pierwsza gitara, Max druga gitara i wokale. No i Igor na perkusji, wiadomo. I w takim to zestawieniu nagrali swoje pierwsze dzieło - Bestial Devastation (1985). Nagrali dzięki temu, że zostali zauważeni przez właściciela Cogumelo Records na jakimś festiwalu w Belo Horizonte. Mini-album wydany zawierał nie tylko utwory Sepultury, gdyż trafiły na niego również nagrania zespołu Overdose (album taki nazywa się split, czy jakoś podobnie). Znalazło się na nim 5 utworów Sepultury i 3 Overdose. Z nagrywaniem Bestiala były same kłopoty. Chłopaki nie mieli zbyt dobrego sprzętu, Max powiedział kiedyś, że tak właściwie to prawie w ogóle nic nie mieli. Musieli więc pożyczać od innych, żeby to wszystko nagrać. Po latach dziwią się zespołom, które mają kupę pieniędzy na starcie, dobre instrumenty, a mimo to jeszcze narzekają. "Po prostu nie wiedzą jak to jest zacząć od zera" - tak skomentował to Paulo. Warto też wspomnieć w jaki sposób powstawały teksty. Max wspominał : "W tamtym czasie prawie w ogóle nie mówiliśmy po angielsku. Po prostu wybieraliśmy fajne słowa ze słownika i składaliśmy je razem. Oczywiście teksty są pełne błędów, ale wtedy nie miało to znaczenia". Na swój pierwszy koncert Sepultura jechała busem 48 godzin w jedną stronę.
Rok potem wyszedł ich pierwszy własny, samodzielny album zatytułowany Morbid Visions, nagrany w Sao Paulo. Oba nagrania były utrzymane w raczej mrocznym stylu, lecz proszę tego stwierdzenia nie potraktować w sposób, że niby grali black metal, śpiewali o szatanach i innych takich. Po prostu Ich muzyka tworzyła jakby nastrój grozy... Ich wczesne granie było death metalem, który może przez te lata zmienił swoje oblicze. Płyta Morbid Visons, którą można kupić w sklepach dziś, nieco różni się od oryginału. Przede wszystkim zawiera te 5 utworów z Bestial Devastation, a więc jest to jakby podwójny album. Prawdopodobieństwo tego, że znajdziesz gdzieś CD z pierwszym wydaniem Bestial jest chyba zerowe. Morbid Visions to pierwsze nagranie, które ukazało się poza Brazylią dzięki firmie
Renaissance. Przy Morbidach również było zabawnie, byli tak podekscytowani, że zapomnieli nastroić instrumenty. "Nastroiłem tylko swój bas po tym jak Andreas pokazał mi kilka razy jak to zrobić" mówi Paulo. Wszystko co wiedzieli o gitarach wiedzieli od Andreasa Kissera, który wówczas nie należał jeszcze do zespołu. Morbid Visions zostało nagrane zbyt szybko, musieli się spieszyć. W efekcie wyszło coś, z czego nie do końca byli zadowoleni. Zresztą wiele lat potem ciągle żartowali sobie z tego nagrania. Max mówi jednak, że "Dużo lepiej prezentowalismy się na żywo. Na scenie Morbid Visions brzmiało tak jak powinno". Jednym z większych wydarzeń w 1986 roku był koncert Venom, który zawędrował do Brazylii. Sepultura rozpoczynała ten koncert. Max wspominał, że tak trzęsły Mu się ręce, że ledwo mógł grać na gitarze i myślał, że umrze tam na scenie...
Choć wszystkie teksty były w języku angielskim, nazwa grupy jest portugalska (bo po portugalsku w Brazylii się mówi jakby kto nie wiedział). Sepultura oznacza grób. Jak powiedział Max, była to młodzieńcza nazwa. Jednak do takiego "strasznego" grania nawet pasowała. Skąd ona się wzięła - ano pewnego dnia Max tłumaczył tekst zespołu Motorhead - Dancing On Your Grave. I wtedy doszedł do wniosku że to "grave" (czyli grób) będzie odpowiednią nazwą dla zespołu. Jeśli dodać to tego teksty tłumaczone wyraz po wyrazie przy pomocy słownika to początek mieli fajny.


Początek popularności

Pierwsze dwa wydania zespołu nie odniosły olbrzymiego sukcesu. Jednak w przypadku początkującego zespołu było i jest to normalne (choć te kilkanaście lat temu na pewno łatwiej było się wybić niż teraz). Po Morbid Visions Sepulturę postanowił opuścić Jairo T., podobno nie zgadzał się z resztą grupy co do muzyki, ktorą chcieli grać. Dziś Jairo gra w zespole Eminence jako Basista. Nowym gitarzystą został wspomniany Andreas Kisser, którego Sepultura poznała już jakiś czas odejściem Jairo. Dołączenie do grupy zaproponował Mu Max. Andreas zagrał z Sepulturą kilka coverów, a że grał dokładnie tak jak tego chcieli to i padła ta propozycja.
Kolejny album, Schizophrenia, ukazał się w 1987. Okazało się, że jest on bardzo popularny w Brazylii. Sepultura wyruszyła w trasę po swoim rodzimym kraju, z której to mogła być bardzo zadowolona, gdyż zespół w tym kraju odniósł sukces. Usłyszano o nim także poza granicami Brazylii. W Europie rozszedł się w 30000 kopiach jako bootleg, gdyż na naszym kontynencie nikt go oficjalnie nie wydał. Max chciał lecieć do Stanów z paroma egzemplarzami Schizophrenii do różnych wytwórni, tylko trochę pieniędzy na bilet nie mieli. W końcu jakoś się udało dotrzeć do wytwórni (Noise, Music For Nations, Combat, Roadrunner). Ale i tak album zainteresował nie tylko Brazylijczyków. Bo sukcesem na owe czasy było też to, że interesowała się Nimi prasa, także zagraniczna, jakieś ziny i nie ziny. Nawet znaleźli się na okładce jednego z nich (Violent Noise).
Dwa lata po wydaniu Schizophrenii wypuszczony został kolejny album - Beneath The Remains. Wydany został po podpisaniu kontraktu z wytwórnią Roadrunner, która po paru tygodniach po tym jak dostała egzemplarz Schizophrenii dała odpowiedź. "Polubili nas, ale myślę, że podpisali kontrakt również dlatego, że byliśmy brazylijskim zespołem, to było coś innego..." To słowa Andreasa. Producentem albumu został Scott Burns, który sprawił, że całość brzmiała bardzo profesjonalnie. Album był porównywany z bardzo znanym Reign In Blood Slayera, był mocny, szybki, ciężki. Dostał miano trash metalowego albumu roku. Zespół znalazł na nim swój styl. Wkrótce wyruszyli w swoją pierwszą trasę poza Brazylią, byli w USA i Europie. W końcu stało się - o tej wspaniałej grupie zaczęto mówić również w szerokim świecie!!! Pod koniec 1990, gdy mieli już materiał na następny album, zagrali na takim małym festiwaliku gdzieś na zadupiu... Rock In Rio, pewnie nikt nie słyszał o tym. Obok Sepultury wystąpiły tak mało znane zespoły jak Judas Priest, Megadeth, Guns 'N' Roses i Queensryche. Na takie małe koncerty prawie nikt nie przychodzi. Nie inaczej było i wtedy, tylko 170 tysięcy ludzi.
I jeszcze ciekawe zdanie Maxa "Okładka Beneath The Remains była pierwszą, która naprawdę nam się podobała. Poprzednie były trochę... gówniane".


Co ma Slayer do Arise

Po nagraniu Beneath The Remains i trasie (zagrali na Dynamo Open Air dla ponad 25 tysięcy ludu) Sepultura zaczęła prace nad swoim kolejnym albumem, z nowym menadżerem, którego znaleźli w osobie Glorii Bujnowski (z którą potem Max się ożenił). Wszyscy z zespołu byli bardzo podekscytowani, ponieważ było to pierwsze nagranie poza Brazylią. Arise, bo tak się ten album nazywał, wydany został w 1991 roku. Okazał się on również wyśmienitym materiałem, do tej pory jest to jedna z najlepszych death metalowych płyt. Nagrywali to w najlepszym jak do tej pory studio, Andreas wspominał : "W końcu prawdziwe metal studio! Kolejne marzenie się spełniło. Dlatego nastroje w studio były po prostu świetne". Sepultura praktycznie stała się gwiazdą. Chyba tego pozazdrościł jej Slayer, w końcu Brazylijczycy stanowili dla nich olbrzymią konkurencję. O co im chodziło? Mniej więcej o to, że Sepultura na kimś się wzoruje, że powinna wypracować swój styl. Na kim niby miała się wzorować... No oczywiście na Slayerze... Kerry King, gitarzysta Slayera powiedział kiedyś w wywiadzie dla Metal Hammera : "Jeśli posłuchasz wczesnych płyt Sepultury to wcale nie musisz być pieprzonym badaczem rocka, aby domyśleć się kogo oni słuchali. (...) Pamiętam, że wszystko zaczęło się od tego, że ktoś przyniósł mi płytę i powiedział, żebym ją przesłuchał i wyraził o niej swoją opinię. Powiedziałem, że to brzmi jak Slayer, ale to nie może być Slayer bo to jest płyta której nigdy nie nagraliśmy. To była właśnie Sepultura i album Arise.". A gówno prawda!! Chyba tylko Kerry King coś takiego zauważył. I właśnie tak rozpoczął się konflikt między tymi zespołami, wiadomo było wszystkim, że za sobą nie przepadali. Skoro Arise to skopiowany Slayer, podobnie jak wszystkie poprzednie wydania, to czemu Sepultura była tak popularna? Czemu wszyscy byli pod wrażeniem dwóch ostatnich jej albumów?
Po wydaniu materiału zespół ruszył w świat, a po trasie wydane zostało ich pierwsze video - Uder Siege (Live In Barcelona), zawierające kilka utworów z koncertu w Barcelonie właśnie oraz wypowiedzi muzyków na różne tematy.


Coś innego

Po naprawdę konkretnej trasie, podczas której odwiedzili wiele odległych miejsc, zaczęli pracować nad kolejną płytą. Nagrywali ją w Walii, w Rockfield Studios, w którym nagrywali również Led Zeppelin, Black Sabbath i Queen. Piąty album wydany został w 1993 roku. Chaos A.D. zupełnie zmienił styl grupy, o ile Arise był po prostu szybkie, ostre i ciężkie, to Chaos A.D. był jakby spokojniejszy, choć to określenie śmiesznie pasuje do materiału zawartego na tym albumie. Nie był już taki szybki, lecz wielu rzucił na kolana. Niektórym się nie spodobał, jednak były to odosobnione przypadki słuchające chyba tylko skrajnego death lub black... Dla mnie Chaos to album wspaniały i fenomenalny, Sepultura udowodniła, że nie bez powodu jest uważana za tak świetny zespół. Wielka Czwórka wyruszyła w trasę, grali między innymi na Donington '94. Po zakończeniu trasy wydane zostało drugie video - Third World Chaos, na którym znalazły się wszystkie dotychczasowe teledyski oraz parę utworów z koncertów (m. in. z Donington właśnie).
Jeszcze słów kilka o Chaos A.D. - zawierał on jeden utwór bardzo różniący się od innych, zupełnie nie-metalowy, grany na akustycznych gitarach i bębnach. Kaiowas, bo tak się nazywa, został zainspirowany pewnym brazylijskim plemieniem zwanym właśnie Kaiowas. Właściwie jest to eks-plemię, gdyż Kaiowasy popełniły zbiorowe samobójstwo w proteście przeciw rządowi, który chciał zabrać im ich ziemię, wierzenia, tradycje.
Sepultura jeździła tu i tam, grała koncerty, niestety na jeden miesiąc wszystkie z nich zostały odwołane, gdyż Max odniósł kontuzję kolana.
Rok po wydaniu Chaos A.D. "uruchomiony" został zespół Nailbomb, projekt Maxa, w paru utworach zagrali też Igor i Andreas.
Za Chaosowych czasów Sepultura weszła w konflikt z wielką firmą Epic, która rozprowadzała Chaos A.D. Max mówił, że przysłali im jakiegoś dupka, który cały czas pierniczył jak to odkrył Pearl Jam. A zespół chciał, żeby to Sepulturą się ktoś interesował, nie Pearl Jamem. Epic nie zrobił dla zespołu kompletnie nic. Zawsze gdy przychodzili do ich biura zrywali ze ścian plakaty ich zespołów, tylko po to, żeby trochę powkurzać ludzi tej firmy. "W każdym razie mamy z tego fajny utwór" powiedział Andreas. Miał na myśli Cut-Throat, utwór na kolejny album. Na jego wkładce miały się znaleźć wyrazy
Enslavement Pathetic Ignorant Corporation z pozakreślanymi pierwszymi literami tych wyrazów i jak łatwo zauważyć tworzą nazwę firmy, która zespołowi zalazła za skórę. Jednak w obawie przed kłopotami prawnymi Roadrunner, do którego zespół wrócił, zrezygnował z tego pomysłu, żeby Epic się nie czepiał i po sądach nie ciągał. Roadrunner przejął też prawa do Chaos A.D.



Szczyt popularności - Roots

Kolejny album zadziwił wszystkich. Roots (1996) było po prostu niesamowite pod każdym względem. Co wyróżniało go spośród innych metalowych nagrań? To, że można było odnaleźć w nim elementy brazylijskiego folkloru. Wszystko było naprawdę pięknie skomponowane, coś fenomenalnego! Cały album nie jest mieszanką folkloru z ostrym graniem, choć w wielu utworach pojawiają się różne przeszkadzajki, dźwięki niewiadomoego pochodzenia. Spośród kilkunastu utworów tutaj wyróżniają się dwa - instrumentalne Jasco zagrane przez Andreasa Kissera na akustycznej gitarze, oraz Itsari, gdzie słychać Indianów z plemienia Xavante. Nie jest to żadne oszustwo - Sepultura pojechała do siedziby tychże Indian, gdzie wspólnie nagrali tą radosną piosnkę. Andreas i Max grają na "pudłach", Igor i Paulo na bębenkach, a Xavante mają jakieś grzechotki. Ponoć spiewają tam "itsari", co po Xavantoskiemu oznacza korzenie, czyli "roots". Zrozumieć ich zbyt nie można, gdyż z głośnika wydobywają się dźwięki przypominające "uuu! uuu! aaa!" czyli po prostu odgłosy tego plemienia. Indianie pojawiają się jeszcze pod koniec utworu Born Stubborn, a w wielu innych słuchać albo brazylijskie bębny, albo berimbau (taki dziwny instrument w kształcie łuku). Max o Xavante wypowiadał się w ten sposób : "Poznaliśmy ich i zagrali dla nas. Wyobrażasz to sobie - pięćdziesięciu wojowników gra razem z Sepulturą! Było to jedno z najbardziej niesamowitych uczuć, jakie spotkały mnie w życiu". Andreas spytany, czy nie jest to troszkę dziwne, opowiada, że... "Pewnie, że to cholernie dziwne... Musieliśmy najpierw wyjaśnić Xavantes, dlaczego potrzebujemy akurat ich, którzy od setek lat żyli w Brazylii - w buszu, nikomu nie przeszkadzając. Później okazało się, że nie mogą przyjechać do stusia, bo wcale nie ruszają się z domu... Pojechaliśmy więc do nich, przewożąc prawie cały sprzęt do Boliwii. Żby nagrać Itsari pomalowaliśmy ciała tak jak Xavantes i początkowo nawet z nimi klaskaliśmy i tupaliśmy. Jednak wersja płytowa zawiera partie gitar akustycznych - mojej i Maxa - tak jak w Kaiowas. Igor grał na bębnie timbau, Paulo na timbau grande, to było wspaniałe!". A co odnośnie grania Itsari na kocertach? "Nie wyobrażam sobie przewozu całego koncertowego sprzętu, naszej obsługi i tych pięćdziesięciu nieszczęśników, którzy najpewniej narobiliby w swoje przepaski na biodrach na widok naszych fanów... Poważnie jednak chodzi o to, że oni bardzo niechętnie opuszczają miejsce, w którym żyję - muszą się bardzo zrazić do swoich sąsiadów czy władz, żeby wyjechać, tak jak nasz szczep, z Brazylii, w której przez długie lata trwali obok cywilizajci. Myślę, że zorganizowanie koncertu z Xavantes to bardzo trudna do realizacji, niemalże fantastyczna idea." - mówi Andreas. Z kolei Max uważa, że nie powinno wykonywać się tego utworu bez Xavante, ponieważ... "To bardzo niesamowity utwór i bardzo połączony duchowo z Indianami. Uważamy, że to nie w porządku grać bez nich. Zdecydowaliśmy w ogóle nie grać tego utworu.".
Nakręcone zostały 3 teledyski do tegóż albumu (Roots Bloody Roots, Attitude oraz Ratamahatta). Znalazły się one na trzeciej kasecie video Sepultury - We Are What We Are. Niestety nie jest ono łatwo dostępne dla przeciętnego fana, nie chodzi tu o to, że jest tego mało (choć też), ale przede wszystkim o zaporową cenę, jaką proponują sklepy muzyczne. Tym bardziej, że łącznie jest tam tylko ok. 20 minut do oglądania.
Roots to szczyt sławy Sepultury. Album rzucił na kolana wszystkich. Nie tylko przez swoją oryginalność, chociaż rzadko zdarza się, aby ktoś nagrał album z Indianami i powplatał w ostre gitary trochę etnicznej muzyki. Całe Roots to dla mnie arcydzieło. Metal Hammer opublikował kiedyś głosowanie słuchaczy jakiegoś tam radia na płytę wszechczasów. Roots zajęło 4. miejsce. To chyba o czymś świadczy... Album ten zyskał sobie uznanie niemal wszystkich. Podobnie jak Chaos, miał też nieco głębsze przesłanie. Max śpiewał tu nie tylko o korzeniach, ale też o różnych problemach nurtujących współczesnego człowieka.


The Roots Of Sepultura

Jeszcze w 1996 wydany został drugi album - The Roots Of Sepultura. Było to podsumowanie dotychczasowej
działalności zespołu. Na szczęście nie w stylu "The Best Of", bo nie znoszę takich gówien, po co dawać jeszcze raz to, co jest na innych albumach. The Roots Of Sepultura zawiera parę utworów znanych z poprzednich albumów, ale w nieco innych wersjach, ponadto jest parę takich, które nigdy wcześniej nie zostały wydane. Na albumie znajduje się m. in. demo utworu Necromancer - jest to pierwsze studyjne nagranie Sepultury, od tego wszystko się zaczęło. Jakość jest kiepska raczej, ale czego się spodziewać, w końcu i tak znaleźć utwór z 84 roku na jakichś starych, zakurzonych płytach wytwórni Corgumelo to już jest sukces. Ze środkowej części okładkimożna dowiedzieć się parę interesujących rzeczy odnośnie każdego z utworów. Naprawdę dobry pomysł z wydaniem czegoś takiego.
The Roots Of Sepultura wyszło zaraz po sczycie sławy grupy, czyli po albumie Roots. Tak się fatalnie złożyło, że chyba niechcący ktoś podsumował kawał czasu, po którym zespół kompletnie się zmienił. Po wydaniu The Roots Of Sepultura zaczął się bowiem zupełnie inny etap w życiu grupy. Zupełnie jakby przełom, gdyby wydany został powiedzmy pół roku później, wszyscy myśleliby wówczas, że jest to album wypuszczony specjalnie po to, aby zamknąć pewien rozdział. Co się takiego wydarzyło, to czeba przeczytać poniżej.


Dla niektórych tutaj historia się kończy

16 sierpnia 1996 stała się tragedia. Dana Wells, adoptowany syn Maxa zginął w wypadku samochodowym. Sepultura grała wówczas na festiwalu Donington, występowali jednak bez Maxa, czyli w 3-osobowym składzie z Andreasem Kisserem jako wokalistą. Na tym niestety kłopoty zespołu się nie skończyły. Glorii, żonie Maxa, skończył się kontrakt z Sepulturą. Andreas, Igor i Paulo postanowili, że nie przedłużą go, co oznaczało koniec pracy Glorii w roli managerki grupy. Jedynie Max był za jej ponownym zatrudnieniem. Konflikt między Nim a resztą zespołu był na tyle duży, że Max opuścił zespół (można powiedzieć, że odszedł, można powiedzieć, że został wyrzucony). Były ponoć jakieś propozycje, aby podzielić ten cały menadżeryzm. Gloria zajmowałaby się sprawami Maxa, natomiast trójka pozostałych muzyków znalazłaby sobie własnego menadżera. Nic jednak z tego nie wyszło. Sepultura straciła swojego kompozytora tekstów i osobę, która miała olbrzymi wpływ na wizerunek tej grupy na świecie. Stało się to na samym końcu 1996. Wówczas każdy z 4 muzyków powiedział parę słów. Max wydał coś w rodzaju oświadczenia o następującej treści :
"Nigdy nie przypuszczałem, że nastąpi taki dzień, w którym będę musiał coś takiego napisać. Czuję się wewnętrznie zupełnie rozdarty i wiem doskonale, że nasi fani będący z nmi od 14 lat mają takie same odczucia. A ja, który rozpocząłem to wszystko, który rysowałem nazwę Sepultury na okładce każdego szkolnego podręcznika przeżywałem to tak, jak śmierć swojego syna. Wiecie doskonale co oznacza dla mnie muzyka : to moja religia, moje pożywienie, mój narkotyk, mój cały świat. I bez niej nie jestem wstanie żyć. Jestem okaleczony, smutny, wściekły, zszokowany i ciągle mam łzy w oczach, czując się na wpół nieżywy. Nie chciałem takiego rozwiązania, ale stało się. Niestety takie jest życie. Nigdy nie czułem się tak źle jak teraz, ale wierzę, że znów nadejdą lepsze dni. Z pewnością będę kontynuował muzyczną karierę i nie ma to nic wspólnego z chciwością czy gonitwą za forsą. Ludziom, którzy mi w to wierzą, bogę powiedzieć tylko, że będę próbował ich nie zawieść, choć jestem zmuszony robić to bez Sepultury. Nigdy nie byliśmy zespołem idącym na kompromis, nigdy się nie sprzedaliśmy i nie wchodziliśmy w gównom, którym zapełniony jest cały przemysł muzyczny. I z tego jestem ogromnie dumny. To nie był mój pomysł, aby rozwiązać zespół. Wraz z Glorią zostaliśmy wypchnięci z Sepultury. Jeśli mam być szczery, nastrój w zespole nie był już tak fantastyczny, jak na początku, kiedy po raz pierwszy wyjechaliśmy za granice Brazylii. Coraz więcej było za to nieporozumień i kłopotów. To wszystko wprowadziło do nas chorobę. Nie potrzebuję w życiu takich sytuacji. Chcę grać w zespole, który jest kreatywny, chcę się śmiać, płakać, walczyć, spełniać swoje marzenia. Cały czas tego pragnę i kiedyś znowu to osiągnę, gdyż nie zamierzam rezygnować z muzyki. To tak jakbym zrezygnował z oddychania. Najbardziej boli mnie to, że byliśmy jedną zżytyą grupą, plemieniem, rodziną do momentu, kiedy wstąpiła w nas zawiść i chciwość. Byliśmy doskonałą, perfekcyją drużyną - nasza czwórka, Gloria, roadies i wszyscy pomagający nam ludzie. Nieprzypadkowo w Brazylii mówi się, że zwycięskiego składu się nie zmienia i to jest pieprzona prawda! Gloria przez siedem lat wspierała Sepulturę i pracowała dla niej przez siedem dni w tygodniu od momentu, kiedy nikt o nas nie wiedział i nie potrafiliśmy sklecić zdania po angielsku, do pozycji, którą Sepultura ma dziś. Poza nami samymi nie ma nikogo takiegi, kto wierzyłby w ten zespół tak jak ona. To, co jej zrobili jest oględnie mówiąc nieludzkie : została wyrzucona tuż po zakończeniu wyprzedanego od zera koncertu w Brixton Academy, na oczach dzieci, bez żadnej konkretnej przyczyny, krótko po tym jak straciła swojego syna i na kilka dni przed Świętami Bożego Narodzenia. Dali jej po prostu list, który zawierał informację, że nie jest już osobą reprezentującą interesy Igora, Andreasa i Paula. Pytam się, czym sobie na to zasłużyła? Wierzyłem w całą Sepulturową rodzinę jak w siebie samego. Nigdy nie traktowaliśmy nikogo jak wroga, podchodziliśmy do naszych ludzi po ludzku. Jasne, że mogliśmy zatrudnić lepszego basistę, albo znaleźć bardziej profesjonalnych technicznych, ale to nie było w naszym stylu. Przykro mi, ale wobec ludzi będących w stosunku do mnie okay muszę być lojalny, i takiej postawy nie zamierzam zmieniać. Nie mogę pracować z ludźmi, którzy nie wiedzą co to respekt i współczucie. Chcę, abyście mieli jasność : ja nie opuściłem Sepultury, ja jej nie zniszczyłem, wręcz przeciwnie, robiłem wszystko, aby rozwiązać problemy, ale było już za późno. Na nieszczęście wiele osób zapomina o tym, gdzie doszli i dzięki czemu. Pamiętam doskonale dni w Brazylii, kiedy nocowaliśmy pod sceną w czasie trasy Morbid Visions. Pamiętam nasze problemy, gdy przyjechaliśmy pierwszy raz do Stanów bez grosza przy duszy z jednym postanowieniem znalezienia kogoś, kto podpisze z nami płytowy kontrakt. Także później nam się nie przelewało. Nie stać nas było na hotel, więc zaopiekowała się nami Gloria, u której zamieszkaliśmy w Phoenix. Czy nikt nie pamięta już o tym, że przez rok byliśmy na jej utrzymaniu, nie mieliśmy kontraktu i forsy, a ona wierzyła, że coś z nas będzie? Ja wiem tylko, że o tym nigdy nie zapomnę i dlatego też będę kontynuował muzykowanie. Dosyć tego pisania. Chyba i tak napisałem zbyt dużo. Chciałbym jednak, abyście dowiedzieli się prawdy ode mnie, a nie słuchali różnych plotek i kłamstw, które niewątpliwie już kursują po świecie."
Sepultura musiała odwołać resztę planowanych koncertów. Panowie jednak nie zrezygnowali z dalszego tworzenia muzyki. Nie wiadomo jednak było, czy Igor, Paulo i Andreas nie będą musieli zmienić nazwy, właściwie to nie wiadomo było nic. W każdym razie i dla fanów i dla samych muzyków był to niezły szok. Max jednak nie zabronił używać starej nazwy, chociaż z początku był nieco zły z tego powodu. Stwierdził jednak, że wszystko osądzą fani, dodał też, że dla Niego to już nie jest Sepultura.
Tak wracając do tego konfliktu... wartoby powiedzieć o co poszło, czemu aż tak się pogryźli. Poszło o to, że pozostała trójka nie była zadowolona z pracy żony Maxa jako manadżera. Uważali, że Gloria faworyzuje swojego męża i kreuje trochę nieprawdziwy wizerunek zespołu, Max guru, reszta robi co lider nakaże. Na okładkach magazynów, różnych wywiadach i tp. pierdołach pojawiał się tylko Max. Owszem, skomponował najwięcej materiału na Roots, ale jednak ta płyta była dziełem całego zespołu. Panowie basista, perkusista i gitarzysta pomyśleli sobie, że weźmie taki fan, posłucha Roots, spodobają mu się inne albumy i na podstawie tego co zobaczy pomyśli sobie, że Sepultura to Max i trzech mało ważnych gości. Że wszystkie albumy stworzył frontman grupy, Beneath The Remains, Arise, no wszystko. Nie chcieli pozostawać w tle, dlatego postanowili, że jednak z Glorią nie będą pracować. Już po fakcie Paulo skomentował to tak : "Już wcześniej wiedziałem, że nadejdzie taki moment. Od pewnego czasu pewne sprawy nie szły w najlepszym kierunku. Chodzi mi tutaj o zakulisowe sytuacje. Tylko i wyłącznie. Na scenie zawsze wszystko było OK. Tak samo jeśli chodzi o przyjacielskie relacje wewnątrz kapeli. Natomiast w sprawach organizacyjnych, sprawach związanych z managamentem coraz częściej zdarzały się zgrzyty. Myślę, że po zakończeniu promocji Roots przyszedł najlepszy czas na zmiany. W przeciwnym wypadku Sepultura musiałaby się kiedyś rozpaść. Zbyt wiele rzeczy nie wyglądało tak jak powinno i w efekcie każdy z nas czuł się w jakiś sposób nieszczęśliwy. To była trudna decyzja, ale trzeba było ją podjąć.". Ktoś sobie może pomyśleć, że Maxa postawiono w sytuacji, w której musiał wybierać między swoją żoną a swoim zespołem. No właśnie nie do końca, była propozycja, żeby Max menedżerował sobie z Glorią, a Paulo, Igor i Andreas z kimś innym. Nie wiadomo czy by to wypaliło, wiadomo, że nikt tak nie spróbował. Kto ponosi za to wszystko winę? Czy Max, bo się może zagalopował nieco i nie zauważył całej tej sytuacji, czy może pozostała trójka, bo nic wcześniej Glorii nie mówili, tylko tak nagle - sru, już nie chcemy takiego managementu...? Powiem jak w Strefie 11 - oceńcie państwo sami.
W 1997 roku, czyli już po odejściu Maxa, wydana została kompilacja Blood-Rooted. Na albumie znalazły się niewydane wcześniej utwory, nagrania koncertowe, mixy i wersje demo.


Przeciw wszystkim

Nastąpiła przerwa w działalności zespołu. Max radził sobie jako tako indywidualnie, ale o tym w innych rubrykach. Większość ludzi myślała, że to koniec zespołu. Ale gówno prawda, panowie stwierdzili, że będą to jakoś prowadzić we trójkę. Wokalistą miał zostać Andreas Kisser, oczywiście grając przy tym na gitarze nadal. Jak to wszystko wyglądało na początku? We wrześniu 1997 Igor rzucił kilka słów o ich ówczesnych projektach : "Planujemy wydać album na początku roku. Mamy 11 utworów i zamierzamy zrobić pre-produkcję, nagrać 5 utworów i poczuć czego brakuje na albumie. W tym samym czasie zamierzamy zobaczyć które studio jest dla nas najlepsze, kto będzie producentem i td.". A jak wyglądała na początku praca bez Maxa? "Andreas pisze teksty, muzykę piszemy wszyscy. Najbardziej skomplikowaną sprawą jest przyzwyczajenie sie Andreasa do wokalu, tutaj różnica jest duża. Wokal Andreasa jest bardziej ostry jeżeli chodzi o krzyk. Co zresztą jest dobre, gdyż szukamy czegoś kompletnie odmiennego od tego co robił Max.". Dalej wspomniał cosik zamiarach urządzenia trasy po Ameryce Południowej, w szczególności po Brazylii.Tymczasem dopiero na początku 1998 świat obiegła radosna wiadomość : zespół rozpoczął pracę nad nowymi utworami! Co prawda wciąż byli pozbawieni wokalisty, jednak wiadomość trochę pocieszająca. I stało się to o czym plotkowano - w październiku tego samego roku wyszło ich nowe dzieło - Against. Nowym wokalistą został Derrick Green, którypierwszy raz styczność z zespołem miał chyba w grudniu 1997, kiedy to Paulo odebrał go z lotniska. Do Maxa mu daleko, jednak zły na pewno nie jest. Często ludzie mówią, że to już nie to samo, że kiepskie, że to nie metal, że Sepultura się skończyła. Jasne, że to nie jest to samo, w końcu Maxa w zespole już nie ma, ale to wciąż metal. Zupełnie zmienił się kierunek muzyczny grupy, album Against różni się znaczie od poprzedzających go Roots i Chaos A.D. Podzielone są zdania na jego temat. Dla jednych to najlepsza płyta Sepultury (choć tych jest mało), dla innych taka sobie, wielu niestety jest do tego sceptycznie nastawionych, tak jak do Derricka Greena. Dla mnie to mimo wszystko dobry album, wciąż grają tam Andreas, Igor i Paulo, muzycy, których uwielbiam, cenię i szanuję. Natomiast Derrick Green... No cóż, nie jest zły, dobrze mu śpiewanie idzie, ale do Maxa nie ma co przyrównywać.
Podczas przerwy w działaniu zespołu wiele sie zatem wydarzyło. Andreas mówił, że "Myśleliśmy o wszystkim. Myśleliśmy by powiedzieć - pieprzyć wszystkich, pieprzyć muzykę, pieprzyć zespół, pieprzyć wszystko. Ale nie podjęliśmy rzadnej decyzji w tym burzliwym czasie, gdyż wiedzieliśmy że takie pochopne decyzje zazwyczaj są złe. Pozwoliliśmy by czas płyną i pomógł nam pozbierać myśli...". A co oznacza tytuł płyty (Against znaczy Przeciw), tłumaczy również Andreas : "Przeciwko wszystkiemu i wszystkim, he he. Ten tytuł wyraża wszystkie nasze odczucia, których doświadczyliśmy przez ostatnie półtora roku, odbudowując Sepulturę, szukając sobie nowego managementu, walcząc o to, aby utrzymać nasz zespół w całości, walcząc z prawnikami, wytwórnią, prasą. Przeszliśmy przez to, wielu ludzi uważało, że Sepultura nie będzie już istnieć bez Maxa. Sądzę, że ten tytuł najlepiej to wszystko oddaje.".
Jeszcze jedna kwestia w sprawie Derricka Greena - koncerty. Numery z Against mógł śpiewać dobrze, na tą płytę pasuje, całość wyszła naprawdę dobrze. Natomiast jeśli chodzi o numery z wcześniejszych albumów wielu ludzi miało wątpliwości. Owszem, to już nie jest to samo, one brzmią tak dobrze tylko w wykonaniu Maxa. Choć fani w Brazylii przyjęli je normalnie, podobało się. I choć Max bardziej pasował do wykonywania tych kawałków na koncercie, to z Derrickiem nie wychodzi to tragicznie. Mogę to powiedzieć z własnego doświadczenia - gość robi naprawdę szalenie pozytywne wrażenie.
Nagrany został jeden teledysk z tej płyty, do utworu Choke. Choke to kawałek, który wielu osobom nie odpowiada. I mi też z początku w ogóle nie leżał, tłumaczyłem sobie, że w końcu raz na 15 lat zespół może jeden utwór nagrać jakiś gorszy. Ale jakoś się przekonałem, fajny jest i tyle, chociaż wielu wciąż narzeka. Reszta natomiast jest dość dobra. Można słuchać bez obaw, ale o tym więcej w opisie Against. Achh! Choke to również tytuł singla, nie wiem czemu tak "faworyzowali" ten utwór.
Po wydaniu tego albumu zespół wyruszył na trasę koncertową. U Ich boku grał m. in. Slayer. Nie doszło do żadncyh konfliktów z Kerrym i innymi, a po wszystkim Metal Hammer uroczyście ogłosił, iż Sepultura i Slayer zakopali wreszcie topór wojenny. "Właściwie nie znaliśmy się wzajemnie, kiedy pojawiły się kontrowersje dotyczące obu zespołów." powiedział Derrick Green. Kerry natomiast rzekł, iż spory były powodowane często błędnymi informacjami podawanymi przez media.
Po Against trochę na boku pogrywali Andreas z Igorem. Konkretnie mam na myśli album No Coracao Dos Deuses, czyli ścieżkę dźwiękową do brazylijskiego filmu o tym właśnie tytule. Album, nagrany w 1999, jednak był cholernie ciężko dostępny. Szukałem go od 2000 roku, ale bezskutecznie. W sumie nie dziwne, ukazał się tylko w Brazylii, a dopiero w 2002 wypuszczony został i u nas dzieki Metal Mind. Mimo iż nie jest to metalowe granie, płyta naprawdę zachwyca...


Naród

W marcu 2001 Sepultura wyjechała z nowym albumem - Nation. Szkoda, że został on wydany tak późno, bo skończyli go nagrywać w grudniu jeszcze. No ale nie ważne, ukazał się i chyba nie rozczarował. Dostępna była też limitowana edycja wzbogacona o 5 utworów (tylko w Europie). Jest to pierwszy tzw. koncept album. Chodzi mniej więcej o to, że panowie mają jakiś pomysł, którego dotyczą wszystkie utwory. Co to był za koncept? "Ten album jest o tworzeniu przez nas nowego, lepszego świata. Tworzymy sami nowy naród, a wszystkie tytuły utworów odnoszą się do tej idei. To początek nowego wieku, nowego millenium i nadszedł czas na coś nowego, świeżego. Będziemy mieli nawet własną flagę i hymn. Chcemy stworzyć jeden wielki naród, bez wojen, granic, karabinów, ze swobodą wyznania. Jednak coś, co do tej pory się nie zdarzyło, będzie trudno zrealizować dziś." - tak wyjaśniał ten cały pomysł Andreas długi czas przed wydaniem albumu. Wizję idealnego narodu Sepultura przedstawiła w utworze Sepulnation, który jest wprowadzeniem do płyty (pierwszy i najlepszy utwór). Jak to zwykle w takich przypadkach bywa, najpierw pojawił się pomysł, a dopiero potem zespół zaczął tworzyć. Andreas w jednym z wywiadów mówił, że "Właściwie najpierw pojawił się koncept na cały album, który to zainspirował nas do napisania pod niego muzyki. To coś nowego, bowiem do tej pory tak nie pracowaliśmy. Muzyka została zainspirowana główną ideą, której Nation w całości poświęcona. Ten pomysł jest nieco utopijny, bowiem podjęliśmy się próby tworzenia lepszego świata. Świata, który nie miałby granic, któremu obce byłyby wszelkie konflikty, wojny, na którym panowałaby wolność przekonań religijnych. Kilkanaście dni temu skończył się wiek, w którym człowiek cierpiał z powodu różnych głupich wojen najwięcej w całej historii świata. Ostatnie sto lat historii tej planety zebrało wielkie, krwawe żniwo. Pośród tego całego zła pojawiło się kilka wielkich postaci, które całym swym życiem pokazały, że człowiek wciąż jest najważniejszy. mam na myśli takie osoby jak Mahatma Ghandi, Martin Luter, Dalaj Lama i wielu, wielu innych. To wizjonerzy, którzy dali ludzkości przykład na to, że karabin nie jest żadnym rozwiązaniem, że człowiek zasługuje na więcej. Nasz nowy album jest jakby kontynuacją filozofii tych wielkich myślicieli, którzy mimo, że reprezentowali różny czas i religię, wydobyli ze swoich poglądów sedno. To właśnie znajdziesz na płycie Nation.". No rzeczywiście, między utworami cytowani są wspomniane przez Andreasa osoby + Matka Teresa z Kalkuty.
Oporócz pomysłu stworzenia jednego dużego narodu, warto też cosik wspomnieć o muzycznej wartości albumu. Jest na pewno lepszy od poprzedniego, jakby bardziej przemyślany. Pojawia się wielu gości, m. in. Jello Biafra. Na digipaku jest utwór, w którym gościnnie śpiewa Joao Gordo, przyjaciel grupy (był na Against, pojawia się też na koncertach). No i wokal Derricka jest trochę bardziej zróżnicowany, w ogóle Derrick miał więcej do roboty niż poprzednio. Zajął się nie tylko wykonywaniem nowego materiału, miał też udział w jego powstawaniu. Jednak - tak jak na Against - największy udział przy pisaniu utworów mieli Igor i Andreas.


Jeszcze coś o albumach

Należy zaznaczyć, że każdy album Sepultury to coś innego. Coś różniącego się od poprzedniego. Nie robią jak Cannibal Corpse - każda płyta taka sama... Nowy album to również jakiś przełom, tu dzięki niemu się wybili, ten uważany jest za najostrzejszy, na innym zmienił się kierunek muzyczny, potem szczyt popularności, zmiana w zespole i td. Jeśli jednak chodzi o samą zawartość, to tak wypowiada się na ten temat Paulo Junior : "W przypadku Sepultury ludzie zastanawiają się co takiego nagramy. Nie wiedzą, czego się spodziewać, ale mogą mieć pewność, że Sepultura nie będzie się powtarzać. Każda nasza płyta jest inna i dlatego jesteśmy z siebie cholernie zadowoleni.". Fani na pewno też są zadowoleni. Święta racja - nigdy nie wiadomo czego się spodziewać. A może znów się zmieni kierunek? A może powali na kolana? Może będzie o nim głośno jeszcze z jakiegoś innego powodu? To na pewno też przyczynia się do sławy i popularności tej fenomenalnej grupy.


Apolityczni

Eeeeh, nie chce mi się już pisać, więc znów cytat Andreasa : "Nie mieszamy się do polityki, tylko piętnujemy zachowawczość, pseudodyplomację i hipokryzję polityków. Uważam, że to głupie - dlatego pieprzymy politykę, tak wielkomocarstwową, jak i krajową, lokalną, czy codzienną, międzyludzką - tzw. politykę zachowań. Jesteśmy artystami i skupiamy się na sztuce, która płynie z krwią w naszych sercach i mózgach.". To samo, tyle że w skrócie powiedział kiedyś Max : "Pierdolę wszystkich polityków! Wszystkich!". Ja też.


Czy to jest ciągle Sepultura? Niech fani osądzą sami. Wiadomo, że Max był i jest niezastąpiony, ale wolę Sepulturę w takiej formie, niż miałoby jej w ogóle nie być. Jest to 75% grupy, której uwielbiam (chociaż Derrick Green też nie jest zły i fajny to gość). 25% nazywa się Soulfly... Jakby co to nowa Sepultura też mi odpowiada. Lepiej podtrzymywać ją przy życiu w taki sposób. Gdyby musieli zmienić nazwę, oznaczałoby to chyba koniec tego wszystkiego. Ktoś może powiedzieć - ojej, na głupiej nazwie mu zależy. Ale pewnie wtedy nikt nie utożsamiałby Igora, Paulo i Andreasa z Sepulturą... Tak samo, jak dziś Maxa wszyscy od razu kojarzą z Soulfly. No właśnie. Co by się jednak nie stało, zawsze będę uwielbiał tych czterech ludzi, niezależnie co i gdzie będą grać.


Wszystkie cytaty, które tu powlepiałem pochodzą z Metal Hammera, w małej części z miesięcznika Tylko Rock. Zdjęcia bezczelnie wziąłem ze stron oficjalnych i brazylisjkiego fan klubu.