Zanim zespół powstał

Na początku powiem to co zapewne wszyscy wiedzą - główną osobą, "napędzającą" cały zespół jest oczywiście wspaniały i niesamowity pod każdym względem Max Cavalera. Wielu ludzi interesujących się nawet lżejszą muzyką zna to nazwisko bardzo dobrze. Zna zapewne dzięki osiągnięciom zespołu Sepultura, którego to Max był liderem. Po nagraniu Roots nic nie wskazywało na to że Max będzie musiał opuścić zespół. Przyczyną było to, że Glorii, która była managerką Sepultury skończył się kontrakt z zespołem. Paulo, Andreas i Igor nie chcieli go przedłużać, natomiast zupełnie innego zdania był frontman grupy. Jeśli wziąć pod uwagę to, że Gloria była i jest zresztą nadal Jego żoną to nie można Mu się zbyt dziwić. Na początku 1997 Max wyleciał z zespołu, co dla wielu oznaczało koniec Sepultury. Wszystko w sumie niedługo po nagraniu Roots, jakże wspaniałego albumu, który zająłby na pewno wysokie miejsce w konkursie płyty wszechczasów. Z początku mój idol był kompletnie załamany... "14 lat z Sepulturą to szmat czasu, olbrzymi kawał mojego życia. Ogromnie ciężko było mi uwierzyć w to, że nie jestem już częścią tego wszystkiego, że nie będę w tym uczestniczył. Jeśli mam być z tobą szczery to chciałem powiedzieć wszystkim 'spierdalaj', zrezygnować z muzyki, powrócić do Brazylii i zapomnieć... Ale przemyślałem wszystko i stwierdziłem, że byłoby to tchórzostwo i złe rozwiązanie. Dlatego doszedłem do wniosku, że pieprzyć to, że nie skończę z tym i będę dalej muzykiem" - tak mówił Max w ostatnich miesiącach roku 97. Doszedł do jak najbardziej słusznego wniosku, gdyby wszystko pieprzył to ciekawe jak bym się teraz nazywał?


Początek

Na początku Max występował z kilkoma osobami, zespół nie był na dobre skompletowany, nie posiadał nazwy. Jeden z nich poświęcił swojemu zmarłemu synowi o którym pisałem powyżej. Na scenie grał w koszulce z napisem "Dana 4 Ever". Zresztą niejednokrotnie, już jako Soulfly, występował w czarnej koszulce "Memory Of Dana Wells". Z początku Max grał utwory Sepultury i Nailbomb oraz kilka wtedy nowych hitów - Eye For En Eye (nawiązujący do wydarzeń po których opuścił poprzednią kapelę), "Bleed" (dedykowane mordercom syna), No Hope = No Fear, Tribe. Oprócz Niego na scenie występowali Roy Mayorga (perkusista) oraz Marcello Diaz (bas). Obaj mieli troszkę wspólnego z Sepulturą : Roy zrobił mix utworu Refuse/Resist (nazwany Chaos B.C.), natomiast Marcello "Rapp" był specem od oświetlenia na trasach zespołu. Kiedyś, daaawno temu grał z Andreasem Kisserem. Trójka ta wspomagana była przez Dino Cazaresa z Fear Factory. Jednak Dino występował tylko okazyjnie, na pierwszym, fenomenalnym albumie jako gitarzysta pojawił się Jackson Bandeira. Jacko oprócz Soulfly grał też w innym zespole, co było powodem późniejszego odejścia tego gitarzysty. Ale skąd się to wszystko wzięło? Max kiedyś był w Recife w Brazylii i... "Pojechałem tam, ponieważjeden z moich ulubionych wokalistów, lider grupy Chico Science, który pocodzi właśnie z Recife, zmarł w styczniu i zorganizowano benefis poświęcony jego pamięci. Chłopcy z Chico Science poprosili mnie bym zagrał z nimi cztery czy pięć piosenek, a ja przystałem na tę propozycję ogromnie się ciesząc. Mogłem znów wystąpić na scenie i grać dla dziesięciu tysięcy ludzi. Pamiętam, że pomyślałem wtedy o powrocie do tego 'gówna'. A Gloria powiedziała mi, że dostała gęsiej skórki widząc mnie na scenie. Wówczas zadecydowałem o swej dalszej muzycznej działalności. Potem zagrałem w utworze Deftones - Head Up, który wyjdzie na ich nowej płycie Around The Fur i zacząłem rozglądać się za muzykami do swojego projektu. Podałem do prasy w Brazylii numer swojego faksu z informacją kogo i do czego szukam. W przeciągu tygodnia otrzymałem ponad 300 faksów.". A dlaczego do Brazylii akurat - wolał mieć bowiem bardziej brazylijski skład, bez żadnych wielkich gwiazd, i nie tylko na jedą płytę. "Zadzwoniło do mnie wielu wspaniałych muzyków. Większość z nich chciała nagrać płytę, ale nie była w stanie podjąć dłuższej współpracy." Dlatego musiał zrezygnować z wielu dobrych nazwisk, a i tak wszystko wyszło wyśmienicie, ale o tym czytaj pod kreską.


Pierwszy album

Wielu zaczęło Soulfly przyrównywać do Roots, wyrażać opinię, że oba albumy są podobne. "mieli aż tyle powodów. Tak jak Roots była kontynuacją Chaos A.D., tak Soulfly jest głębszym, pełniejszym dziełem następującym po Roots. Ale to dwie zupełnie różne płyty, nagrane przez różnych ludzi, inaczej czujących, inaczej myślących. Roots była bardzo nowatorska, a Soulfly wcale nie ma takich aspiracji. To jest spełnienie moich marzeń jako fana. Gramy wszystko co powstało dzięki inspiracjom z przeszłości. Miejscami brzmimy jak stare Black Sabbath, wykorzystujemy melodie podobne do tych, które tworzyli Led Zeppelin. W swoich nowych piosenkach zawszę idę dalej. Nie może być więc mowy o jakimkolwiek kopiowaniu czegoś.". Tak oto Max wyraża się o porównaniu Jego dwóch ostatnich albumów. Teraz parę słów idola o otwierającym wszystko utworze co się Eye For En Eye nazywa : "To jedyny tekst odnoszący się do wypadków sprzed kilkunastu miesięcy, które zdarzyły się w Sepulturze. To teks o wkurwieniu, bezsilności i żalu z mojej strony, oraz o złości i zazdrości z drugiej. Zazdrości o talent, o udane życie, o miłość... Nie wiem co jeszcze. W słowach Eye For En Eye przypominam swoje zaangażowanie w Sepulturę, podporządkowanie jej życia, pełne oddanie. To ja piętnaście lat temu założyłem zespół, to ja pisałem większość muzyki i tekstów, nieraz żebrałem o możliwość zagrania koncertu na jakimś zadupiu. I o tym jest ten tekst.". Ta, trzeba przyznać że ma rację. Angażował się nieźle a to co robił było zajebiście szczere, teksty nie były pod nic podporządkowane, pisał to co czuł. Teraz zresztą jest podobnie. "Ogólnie rzecz biorąc tematyka nie zmieniła się jakoś zdecydowanie w stosunku do tej sprzed lat. Cieszą mnie te same rzeczy co wtedy, martwią i wkurzają te, co kiedyś plus kilka nowych, a generalnie nastawienie do świata mam ustabilizowane od ładnych paru lat.". Oprócz tematyki z Soulfly trzeba też zwrócić na okładkę. Ludzie jaka ona jest piękna!!! Zdecydowanie najładniejsza jaką widziałem w swoim życiu. A co powiedział na jej temat główny bohater tego tekstu? "Okładka powinna być piękna, jak jej drukarze nie spieprzą. Jest bardzo zielona, zrobiona ze zdjęcia, które parę lat temu cyknąłem w Portugalii. Na tym bardzo zielonym tle jestem ja z rozpostartymi ramionami, które mają symbolizować latanie albo bycie wolnym, ten układ może też kojarzyć się z Brazylią, z przygarnięciem nowych brazylijskich muzyków... Ale tak naprawdę to okładka ma symbolizować wolność samej muzyki.". Okładka zatem powalająca równie skutecznie jak zawartość. Rok po nagraniu albumu ukazała się jego reedycja. Tytuł taki sam, była to pierwsza płyta + druga z miksami, wersjami live i td. Pełno na niej różnych dziwnych zagrań, jednak jest tak samo dobra. Szczególnie dobry jest miks utworu Soulfly, jest on po prostu niesamowity, jak kiedyś Max powiedział, prawie całkowicie różny od oryginału.


Ciągłe zmiany w składzie

Na początku oprócz Maxa w składzie znajdowali się : Marcello D. Rapp (bas), Roy Mayorga (perkusja) i Jackson Bandeira (gitara). Ponieważ ten ostatni grał jeszcze w swoim drugim zespole musiał odejść. Na jego miejsce przyszedł Logan Mader, który w dość brutalny sposó rozstał się z Machine Head. Jednak i Logan zbyt długo nie pobył w zespole. "Z Loganem na początku szło świetnie, ale później zaangażował się w pewien side projekt. Najpierw mi to nie przeszkadzało. Ja sam wdałem się kiedyś w Nailbomb. Ale poczułem w pewnym momencie, że dla Logana Soulfly nie jest priorytetem. Poczułem się fatalnie i wcale mi się nie podobało, ten zespół jest jak religijny obowiązek, który każdy z nas musi wypełniać. Ci, co mnie znają, wiedzą, że diablo poważnie podchodzę do wszystkiego, co robię. To moje życie, to najważniejsza rzecz w moim życiu. Spodziewałem się takiej sytuacji. I w końcu Logan przesadził nie zjawiając się na próbie przed sylwestrowym koncertem z Black Sabbath w Phoenix. To był pierwszy koncert na naprawdę dużym stadionie. Mieliśmy być pierwszym zespołem, który kiedykolwiek tam zagrał, a on nawet nie raczył zjawić się na próbie dźwięku. Rozeszliśmy się w przyjaźni, bez kłótni, bez walki. Miło wspominam czas spędzony z nim na scenie i poza sceną. Ale zabrakło chemii. Jesteśmy jak plemię, jakaś armia. Trzeba być całkowicie oddanym, a on nie był.". Jakieś 7 miesięcy po odejściu Logana z zespołu wyleciał Roy Mayorga. Dlaczego? "Nie sądziłem, że kiedykolwiek do tego dojdzie, że Roy opuści zespół. Jest to bardzo smutna sytuacja, gdyż lubię tego człowieka. Kiedy razem rozpoczynaliśmy granie, sądziłem, że wszystko będzie dobrze i że długo pogramy razem, dogadywaliśmy się ze sobą. Jednak kiedy Roy się ożenił, nastąpiły zmiany w jego zachowaniu, nie był ze mną szczery. Podczas trasy koncertowej dochodziło między nami do incydentów, Roy nie wiedział dokładnie czego chce, miał inne pomysły na funkcjonowanie zespołu, bardzo nierealnie i pokręcone. Zawracał mi tym głowę. Ostrzegłem go, że jeśli nadal tak będzie, to w końcu się pożegnamy. Miałem już dość grania z nim podczas tego tourne. Pewnej brzydkiej, deszczowej nocy, kiedy byłem wściekły, powiedziałem mu, że nie ma już możliwości wspólnej pracy i kazałem mu wysiadać z busu. Miałem już doscyć tego mentlinku, który wytwarzał w mojej głowie. W naszym zespole po prostu wszyscy muszą zachowywać się jak w małżeństwie. Nie może być żadnych sciemnień, wszyscy muszą być wobec siebie szczerzy - to podstawa funkcjonowania grupy.". Jak się okazało, i Roy i Logan znaleźli się po odejściu w jednym zespole. Chyba w tym samym, co Logan się w niego angażował i zaczął zaniedbywać Soulfly. Na miejsce Madera przyszedł Mikey Doling, natomiast za Roya Joe Nunez, którego zarekomendował były muzyk Slayera - Dave Lombardo.


Back to the primitive

25 września 2000 wreszcie ukazał się nowy album - Primitive. Podobnie jak na pierwszym, jest na nim paru gości (o gościach też zaraz będzie). Album jest naprawdę ciężki, dużo mocniejszy od poprzedniego. Przez niektórych uważany jest nawet za najmocniejsze dzieło, jakie stworzył Max. Wydaje mi się, że jest to określenie nieco na wyrost, szczególnie jeśli popatrzyłoby się na Arise lub Beneath The Remains (choć porównywać Primitive do tych dwóch wydań nie można - to zupełnie co innego). Co jednak nie oznacza, że drugi album Soulfly jest słaby. Wręcz przeciwnie, o ile pierwszy nie był typowo metalowym dziełem, to tutaj mamy do czynienia z naprawdę ciężką i w miarę ostrą muzą.
Ciekawe są też teksty, choć jest w nich sporo przekleństw. Tak o tekstach właśnie mówił Max Metal Hammerowi : "Codziennie spotykam się z masą przeróżnego gówna i w chwili, gdy potrzebuję wówczas dźwięków, łapię za te najbardziej agresywne, jakoś podświadomie. Podobnie jest ze słownictwem, bowiem, jak zauważyłeś, na Primitive pojawia się sporo wulgaryzmów w tekstach. Dla mnie krótkie słowo 'fuck' ma swój sens i swoją wymowę, to dla mnie naprawdę ważne słowo. W chwili gdy je wypowiadam, czuję, że to coś normalnego, naturalnego. Nigdy się nad tym nie zastanawiałem, ale gdy chcę komuś powiedzieć 'pieprzę to', to po prostu mówię. Na Primitive znalazło się sporo tego typu mocnych, konkretnych sloganów, nie bawię się w upiększanie, bo jeśli coś jest gównem, to śmierdzi i nic tego nie zmieni. Uwalniam swój gniew i swoją dezaprobatę w sposób zupełnie naturalny, nie zastanawiąjąc się, czy będzie to nietaktem czy też nie. Teksty, które są silnym elemantem tej płyty, często dotyczą negatywnych doświadczeń, jednak mają służyć temu, by obrócić je w coś pozytywnego, być może są w stanie dawać pewne wskazówki co do tego, by wasze życie nie stało się gównem. Sporo w nich mowy o przyjaźni, partnerstwie i zdradzie... Wiesz, mógłbym o tekstach opowiadać bardzo długo, bowiem każdy z nich różni się od pozostałych. Różnią się niemal wszystkim, nastrojem, tematem, strukturą i słownictwem, gdybym miał opisać i objaśnić każdy z nich, musielibyśmy mieć dwa razy więcej czasu.". No to już mniej więcej wiadomo o czym są. Ot, takie szczere, są tacy co powiadają, że to płyta o Maxie...


Goście na albumach

A teraz opowiem Wam o osobach występujących gościnnie w niektórych utworach. Lista gości jest nawet niemała. A co mówi Max na ten temat? Na pytanie czy występuje tam Carlinhos Brown (ten co udzielał się na Roots) odpowiada : "Nie... to akurat Fred z Limp Bizkit śpiewa jak Carlinho. Limp Bizkit to taka nowa kapelka mieszająca rap i metal. Poza nim jest jeszcze Burt z Fear Factory, który pomaga mi w Eye For En Eye.". Nie wiem czemu Max powiedział, że... "Więcej wokalistów na tej płycie nie ma, choć są inni goście, którzy mają powiązania z tamtymi...". Oprócz Fredka bowiem pojawia się też wokalista Deftones, Chino Moreno, który może nie śpiewa, a raczej mruczy w utworze First Commandment (tak jak Bleed dedykowany tym fiutom co zamordowały D.W.). Może to stwierdzenie padło dlatego, że Chino nie śpiewa jak Fred, a jego udział jest tak jakby symboliczny, w końcu obaj kumplują się od jakiegoś czasu. Jednak wróćmy do słów Maxa, o jakich gościach mówił : "Na przykład Dino z Fear Factory, też w pierwszym kawałku i Christian z Fear Factory w paru innych. Ściągnąłem sobie prawie całe Fear Factory.". W innym wywiadzie powiedział, że... "Bardzo pomogło nam prawie całe Fear Factory (Brton C. Bell, Dino Cazares, Christian Olde Wobers), Chino Moreno z Deftones, Jorge Dupeixe i Gilmar Bola Oito z Chico Science, DJ Lethal i Eric Bobo z Cypress Hill...". Tam nie powiedział o Chino, tu nie wspomnał o Fredzie, jedynie o koledze Fredka z Limp Bizkit. No w każdym razie gości jest kilka, sporo osób pomogło przy robieniu albumu, a lista podziękowań jest taka, że hohohoooo!!! Chyba z 1500 nazwiski i zespołów!
Na Primitive pojawia się jeszcze więcej gości. Znowu Chino Moreno w utworze Pain, również w nim wrzeszczy wokalista Will Haven, w Jumpdafuckup 8 ze Slipknot najpierw bardzo spokojnie, a potem jak nie wrzaśnie! Są też Tom Araya ze Slayera, z którym to kiedyś Sepultura się kłóciła, pojawia się również Sean Lenon, syn jednego z Beatelsów, i w końcu w ostatnim utworze słychać kobiecy głos. Jest to czarnoskóra wokalistka Asha, która zwykle zajmuje się nieco inną muzą. O gościach na Primitive Max wypowiada się tak : "Ja po prostu lubię dzielić się z innymi swoją euforią i chcę, by inni też to czuli. Nasza muzyka jest bardzo spontaniczna, nigdy nie stajemy na stanowisku, że już nic w niej nie zmienimy. Dlatego postanowiliśmy poprosić o pomoc kilku muzyków, których udział jedynie podniósł ciśnienie tego krążka. Zresztą ten album sam w sobie powstawał nieco inaczej, niż wszystko co robiłem do tej pory. Tym, którzy wpadli do studia, daliśmy swobodę interpretacji ufając, że wiedzą o co chodzi. Nie pomyliliśmy się, a udział każdego z nich okazał się strzałem w dziesiątkę. Chodźby udział Chino o Grady'ego, z którymi nie widziałem się jakiś czas marząc o tym, by kiedyś zrobić coś wspólnie. Sean Lennon także zgodził się wpaść do studia, byłem z nim w kontakcie od stycznia 1999 roku. To było planowane, choć w trakcie sesji doszło do spontanicznego planu zaproszenia Corey'a Taylora ze Slipknot, który świetnie zaśpiewał temat z Jumpdafuckup, oraz udział Tommy'ego ze Slayer, z którym dogadaliśmy się przez fan club. Wszystko to sprawiło, że Primitive jest płytą ciekawą i zróżnicowaną.".


Soulfly vs Sepultura

Z początku Max był nieźle załamany, czemu dziwić się nie można. Na dodatek nikt Go nie zaprosił na rozdanie nagród MTV, gdzie Sepultura dostała nagrodę. Za co? "Oczywiście za Roots i wiem, że pojechali po odbiór tej nagrody. Byłem lekko zdziwiony - przecież napisałem większość materiału na tę płytę, a nikt nie raczył mnie zaprosić.". To naprawdę mogło być wkurzające. Z początku nawet był zły, że Andreas, Paulo i Igor będą używać nazwy Sepultura. "Ale dziś nie jestem zły z tego powodu. Uważam po prostu, że to już nie jest Sepultura. Ale jeśli chcą by nazwa wciąż istniała, niech istnieje." tak mówił parę miesięcy po odejściu. Zresztą sam przyznał, że to kiedyś się skończy, że kiedyś zmienią stosunek do siebie. Jednak nie zapowiada się na powrót Maxa do Sepultury. Powiedział, że byłby to krok wstecz, że teraz przyszłością jest Soulfly. Ale chyba nic się nie stanie jak się pogodzą. Trudno, żeby wiecznie żyli w niezgodzie, skoro tam ciągle gra Jego brat Igor : "Kocham Igora i nigdy z nim nie walczyłem, wbrew temu co głosi propaganda. Daliśmy sobie więcej przestrzeni. Kocham Go i jestem pewien, że jeszcze będziemy razem. Życzę Sepulturze wszystkiego co najlepsze, choć oni nie są w stanie zaakceptować Soulfly i nie przestaną nas krytykować. Ja się nie bawię w takie gierki. Życzę im szczęścia i powodzenia w karierze.". Ja też im tego życzę. W innym miejscu mówi o Igorze krótko : "Być może kiedyś będziemy współpracować. Obecnie łączy nas szczera przyjaźń. To wszystko.". Kiedyś na pewno Sepultura i Soulfly będą rozmawiać normalnie - muszą. Z drugiej strony nie można mówić o jakiejś wielkiej wojnie, czasy złości chyba już minęły i teraz będzie się układało coraz lepiej. Mam taką nadzieję przynajmniej.


Soulfly w Polsce

W Polsce grali dwa razy. Najpierw w 98 roku - w Warszawie i Krakowie. W stolicy występowali w klubie Stodoła, przyszło wtedy zaledwie 800 osób, 19 listopada 2000 wystąpili w tym klubie po raz drugi, ale osób było zaledwie 2500. Ciasno, tłok jak cholera... Ale nie będą tutaj tego opisywał, co jest w innym miejscu ==> KLIKNIJ TU


Podziękowania dla LOCO za przysłanie materiałów złodziejską pocztą polską